08.08.2008 - Piątek


Od rana deszcz więc postanowiłem, że pośpię nieco dłużej bo do 930 i aż właściciel domu przyszedł sprawdzić czy żyje. Na śniadanie dostałem mleko i wystartowałem tego dnia bardzo późno, bo dopiero o 1030. Od samego rana pogoda nie była zbyt sprzyjająca widoczność marna, a dodatkowo raz padało a raz nie padało, ale głównym manka mętem była widoczność a właściwie jej brak. Po przejechaniu 13km patrzę a tam oni pod sklepem naprawiają rower też się zdziwili jak mnie zobaczyli. Z tego co pamiętam Paweł złapał gumę. Naprawili co mieli naprawić i pojechali dalej a ja za nimi. W miedzy czasie dostawałem sms-y z domu, że w Osteii rozwija się konflikt. Nie było wiadomo na ile to poważna sprawa w którym kierunku to wszystko pójdzie i jak się to skończy. Jechałem dalej zgodnie z planem. Za kilka km byłem tak głodny, że nawet deszcz mi nie przeszkadzał, zrobiłem sobie kaszkę przy wodopoju. Woda miała jakiś dziwny kolor i jeszcze dziwniejszy smak, ale zjadłem i żyje. Ruszyłem dalej. W następnej wiosce Paweł znów walczy ze swoim kołem. Ja do teraz nie mogę się temu nadziwić, bo nie rozumie jak można na nie do końca sprawnym rowerze pojechać na taką wyprawę, ale jak widać można. Na jego szczęście miałem klucz do zdejmowania zębatek, trochę się z tym mocował a ja z Tomkiem wypiliśmy kawę a on zjadł kaszkę. Ruszyliśmy w gorę tego dnia o dziwo nawet część czasu jechaliśmy razem. Pogoda się trochę poprawiła bo deszcz już nie padał. Teraz już tylko w górę i w górę. Widoki coraz lepsze do tego górskie serpentyny o dziwo jechało się bardzo dobrze i mimo podjazdu nie miałem żadnych problemów. Może dlatego, że nie było aż tak ciepło. Do Gudauri dotarliśmy około 17. Po którymś sms-ie z Polski, że należy się skontaktować z ambasadą stwierdziłem, że skoro należy to należy i zadzwonię przynajmniej zapytam jak się sprawy mają. Powiedziano mi, że nie jest najgorzej, ale najlepiej będzie jeśli skierujemy się w kierunku Tbilisi tym bardziej, że byliśmy przy granicy z Osetią i w pobliżu granicy z Rosją. Po chwili dyskusji stwierdziliśmy, że ewentualnie następnego dnia złapiemy stopa do Kazbegi. Ja zawróciłem i pojechałem w dół. Oni gdzieś zostali. Po drodze na zjeździe kupiłem skarpetki z wełny za 15Lari a kobiety prawie by się pobiły, bo jedna miała za 15 a druga za 20. Śmieszna sytuacja. Nocleg na dole na gospodarza za pierwszym razem. Tylko nie wiedziałem czy oni przyjadą czy nie przyjadą. Ostatecznie spałem sam a oni spali w jakimś aucie u pszczelarza. Dostałem super kolacje i wino. Oczywiście standardowe gruzińskie toasty. Najbardziej mnie dziwiło, że kobiety nie siedziały z nami przy stole tylko z boku na takim małym i jadły jedynie to co zostało. Objadłem się maksymalnie. W między czasie oglądanie telewizji konflikt się rozwijał całkiem nieciekawie, bo aż odwołali loty z polski. Mimo, że miałem ochotę pojechać do Kazbegi stwierdziłem, że nie ma co i najbezpieczniej i najpewniej będzie pojechać do Armenii tam przejechać zaplanowaną trasę i wrócić jak się wszystko uspokoi. Jedna z sieci komórkowych została wyłączona z powodu konfliktu, tego dnia w ogóle jeździło mniej aut niż dzień wcześniej. Na miejscu na wioskach jakoś nie widać tego, że jest jakiś konflikt ludzie żyją swoim życiem jedynie było widać lekkie podenerwowanie, ale gospodarz mnie uspokajał i mówił, że to tylko chwilowe i na pewno wszystko szybko się wyjaśni. Trochę żałowałem, że musiałem zmienić plany, ale siła wyższa. Byłem zadowolony, że znów spotkałem miłych i gościnnych ludzi. A dodatkowo spałem w łóżku a nie jakimś aucie.

Dystans: 56km
Czas jazdy: 3.48h
Prędkość średnia: 16.1km/h
Max speed: 58.8km/h


<--- back --->