05.08.2008 - Wtorek


W pokoju w którym spałem było ciemno nie zależnie od pory dnia. Więc obudziłem się dopiero o 10 mając wrażenie, że jest bardzo wcześnie. Dostałem super śniadanie, pieczone kartofle i inne wyśmienite cuda. Wystartowałem i przed 11 byłem przed biblioteką gdzie miałem się spotkać z nimi, choć wcale nie miałem na to ochoty. Czekałem sporo czasu i już miałem ruszać, ale w ostatniej chwili się zjawili. Oczywiście Paweł miał pretensje, ale to już normalna rzecz. Wyjazd z miasta zajął około godziny i normalne, że pognali do przodu. Więc znów jechałem sobie sam co oczywiście wcale mi nie przeszkadzało. Gdy wyjeżdżałem z miasta spotkałem tych samych ludzi co dzień wcześniej mnie podwozili. Praktycznie od razu gdy wyjechałem z miasta zjawiła się policja cywilnym wozem. Powtórka z rozrywki stwierdzili, że będą mnie konwojować. Kawałek dalej przy sklepie czekali na mnie. Jakaś nowość. Ruszyliśmy dalej a policja za nami. Oni pojechali przodem a ja pomału tyłem. A policja za nami wozem. Jechała dość spory kawałek za nami. Gdy tylko się zgubiła z widoki stwierdziłem, że nie ma co i zrobię sobie postój. Znów spotkałem ludzi, którzy mnie podwozili, byli dostawcami towaru do sklepów więc spotykałem ich kilka razy bo co chwilę się zatrzymywali. Kupiłem sobie loda za 1,8 Lari. Gdy tak chwilę stałem nadjechało auto a w nim jakiś nerwowy facet. Okazało się, że to kolejna policja. Facet miał wielkie pretensje, że się zatrzymałem. Stwierdziłem, że jestem zmęczony i potrzebny mi odpoczynek. Nie miałem wyjścia musiałem jechać dalej. W Zestaponi czekali na mnie z drugim policjantem. W mieście policja kupiła nam chleb i ruszyliśmy dalej. Za miastem w jakiejś lokalnej knajpce postój na obiad. Chleb, kiełbasa, piwo, arbuz. Aż dziwne piwo z policją. Na pytanie czy można pić piwo i jeździć odpowiedzieli, że to nie ich problem tylko tego co jeździ. Więc jeśli ktoś potrafi jeździć i pić to nie ma najmniejszego problemu. Oczywiście za wszystko płaciła policja. Po chwili ruszyliśmy dalej. Ja jechałem oczywiście na samym końcu. Cały czas z górki i pod górkę. Pogoda tego dnia była średnia, ale idealna do jazdy. Jechali za nami i jechali, a właściwie to za mną. Gdy tylko sobie pojechali, stwierdziłem, że pora na kolejny postój. Chwilę sobie postałem i pojechałem dalej. Za jakiś czas. Paweł i Tomek odpoczywają a obok jakieś auto. Dojechałem i do żartów pytam: Co kolejna policja? Jednak okazało się że kolejna. Jakaś paranoja z tą policja nawet poodpoczywać sobie nie można tylko jechać i jechać. Nie miałem za bardzo wyjścia i ruszyłem. Ich region to podobno tylko 40km. Czyli jadą z nami do końca dnia, ucieszyłem się niesamowicie. W sumie wcale się nie przejmowałem tą policja i jechałem sobie całkowicie swoim tempem stwierdziłem, że nie ma się co spieszyć. Przejechałem kilka km i zrobiłem sobie postój na kukurydze z gara za 2 Lari. drożyzna jak nie wiem co, zwykle kosztowała 1Lari. Gdy siedziałem i wcinałem nadjechała policja normalnym radiowozem i pyta czy wszystko ok. Stwierdziłem, że jak najbardziej i sobie pojechali. Zjadłem i ruszyłem dalej i gdy tak sobie jechałem nadjechała tamta policja. Byli strasznie oburzeni, że tak powoli jadę, że wpakowali mnie do środka a mój rower do bagażnika. Moi towarzysze byli znacznie z przodu. Ja miałem radochę bo nie musiałem jechać, bo z taką policją to nie ma żadnej przyjemności tylko jechać i jechać ani porobić zdjęć, ani pogadać z ludźmi ani nic. Zbliżaliśmy się do przełęczy 997 m.n.p.m. całkiem spory podjazd. Długi i męczący na szczęście ja się nie zmęczyłem, ale Tomek wyglądał na wykończonego. Powoli robiło się ciemno. Wypakowali mnie przed samym tunelem. Założyłem swoje graty na bagażnik i akurat oni nadjechali. Chwila przerwy i w drogę. Policja jechała za nami przez tunel na awaryjnych. Idealnie bo ruch sporo tunel wąski i do tego dość ciemno. Za tunelem długi zjazd a policja już za nami nie jechała. Trzeba szukać noclegu. Paweł nowy przywódca grupy wziął to na swoje barki tylko, że szło mu to zdecydowanie licho. Ostatecznie rozbiliśmy namioty przy jakimś leśnym barze w okolicy Surami. Gdzie było pełno ludzi i masa śmieci. Było ciemno więc stwierdziłem, że jakoś przeżyje ale następnego dnia będę sobie sam szukał noclegu a nie w takim badziewnym miejscu spał.

Dystans: 87km
Czas jazdy: 4.46h
Prędkość średnia: 19.5km/h
Max speed: 52.9km/h


<--- back --->