02.08.2008 - Sobota
Wstałem rano i pogoda była świetna, dodatkowo dostałem śniadanie od swoich gospodarzy. Zjadłem i ruszyłem z aparatem do Ushguli porobić trochę zdjęć, bo strasznie mi się tam podobało dodatkowo była świetna widoczność więc nie można było zmarnować takiej okazji. Pochodziłem i porobiłem zdjęcia, a gdy wracałem wstąpiłem do sklepu z pamiątkami, w sumie nic ciekawego a niesamowicie drogo, różne drewniane rzeczy. Wdrapałem się na górę, bo tam mieszkali moi gospodarze chyba najwyżej położony punkt w całej wsi, wziąłem rower i ruszyłem. Myślałem, że skoro jestem tak wysoko to po prostu będzie zjazd w dół w kierunku Kutaisi, ale się myliłem. Początkowo morderczy podjazd w górę i w górę a gdy się wydawało, że to już koniec wyłaniała się kolejne góra i dalej w górę, ale jakoś się udało wjechałem. Droga była bardzo marna, kamienie wąsko i do tego stromo były miejsca, że trzeba było pchać rower, ale dałem radę. Cały podjazd miał ok. 5km gdy wjechałem były super widoki i przyjemny górski chłód, na mojej mapie nie było zaznaczone jak to wysoko, ale przypuszczam, że około 2500 m.n.p.m.. Teraz już tylko w dół z tym, że droga była jeszcze bardziej stroma niż na podjeździe dodatkowo kamienie wielkie. Ubrałem kask i ruszyłem w dół jechałem strasznie pomału. Telepało jak szalone, ale widoki wynagradzały tą wspaniałą drogę. W pewnym momencie spotkałem niemieckich turystów z tym, że oni na piechotę pokonywali tą górską drogę. Chwilę z nimi pogadałem i pojechałem dalej. Ogólnie byli mocno zdziwieni nawet zrobili sobie ze mną zdjęcie. Ruszyłem dalej. Powoli kończyły się klocki hamulcowe. Za jakiś czas jakiś szaleniec jechał w górę starym UAZ-em ale nawet dawał radę powoli, bo powoli ale jechał. Pogadałem z nim i miałem ruszać dalej a patrzę nie ma mojej flagi. Więc stwierdziłem, że nie ma co tylko zostawiam rower w krzakach i ruszam w górę w poszukiwaniu flagi przynajmniej kawałek. Nie musiałem aż tak daleko iść, bo dogonili mnie niemieccy turyści z moją flagą w ręku. Więc po rower i dalej w dół. Tempo miałem podobne do nich, ale tylko do czasu gdy nie skończyły się kamienie dużych rozmiarów. Później gdy już trochę zjechałem było mniej stromo i droga nieco lepszej jakości więc wtedy ruszyłem i jechałem znacznie szybciej. Z tym, że niżej było znacznie więcej błota raz jak wjechałem do kałuży, która była na szerokość całej drogi, że nie dało jej się ominąć to była tak głęboko, że aż do butów mi się nabrało ogólnie masakra, świeże błotko w butach. Generalnie z chwili na chwilę droga szersza, ale błota coraz więcej. Dobrze, że nie musiałem jechać ta drogą w drugą stronę, bo było by to ciężkie do wykonania. Gdy przejeżdżało się przez jakaś wieś to praktycznie jedna wielka kałuża błotna. W Meca dostałem numer telefonu od majora policji, bo akurat grabił swoje błotko przed domem i mnie zatrzymał. Pytał czy coś potrzeba i czy wszystko w porządku dał mi numer telefonu i powiedział, że spokojnie mogę zamieszkać u policji w Lentekhi, ale miałem jeszcze spory kawałek i nie wiedziałem czy uda mi się tam dotrzeć czy nie. Cały czas w dół rzeki. Im dalej od Ushguli tym więcej aut spotykałem, ale przypuszczam, że jeździły tylko do tych wiosek, które mijałem. Do samego Lentekhi droga, a właściwie jej brak to tragedia i nie polecam nikomu tej drogi no chyba, że na rowerze lub autem 4x4 i to jakimś pożarnym a nie miejską imitacją takiego auta. Lentekhi wyglądało na dość sporę więc stwierdziłem, że policja pewnie gdzieś w centrum a tam zwykle jest dużo ludzi więc po co wywoływać niepotrzebną sensacje i zbiegowisko. Lepiej poszukać miejsca noclegowego na obrzeżach. Od razu na wjeździe siedziało kilku ludzi przed domem. Zapytałem czy mogę rozbić namiot na podwórku. Chwilę pomyśleli i stwierdzili, że nie jestem uchodźcem i będę spać u nich w domu, bo jestem ich gościem. Więc się ucieszyłem już po raz kolejny miałem okazję spać w domu na łóżku. Chciałem sobie ugotować kolacje, ale nie musiałem bo zostałem zaproszony. Więc w miedzy czasie i oczekiwaniu na kolacje dostałem kawę i wymieniłem klocki hamulcowe, bo z starych za wiele nie zostało. Tego dnia była idealna pogoda do jazdy, dobra widoczność, ale chłód od gór, jechało się świetnie gdyby nie ta droga i błoto to byłoby już całkiem idealnie, ale nie można mieć wszystkiego po za tym to uroki tego pięknego kraju. Gdyby była tam asfaltowa droga pewnie byłaby tam masa turystów, a tak cisza i spokój i dzika przyroda. Wieczorem lekki deszcz, ale w sumie to już normalne. Suszyłem sobie moje całkiem mokre buty. Oni milczą. Po kolacji udałem się do mojego lokum (spałem w osobnym budynku)i położyłem się spać.