07.08.2007 - Wtorek
Miejsce na rozbicie namiotu nie było zbyt dobre. Nad ranem zaczęły piać koguty i do tego osły zaczęły wydawać ośle odgłosy i w ogolę się nie wyspałem. Na szczęście o poranku dostałem kawę i śniadanie. Jazda głównie przez pola i wsie z czerwonymi domami w kierunku Lille. Do Liile udało mi się dojechać około 15. Udałem się do centrum, ale nie szczególnie mi się podobało w tym mieście w sumie nic specjalnego. Dodatkowo przy wjeździe do miasta trochę pobłądziłem. Trochę pojeździłem porobiłem zdjęcia i postanowiłem jechać dalej w kierunku Belgii. Trochę to dziwne było. Niesamowicie wielkie miasto. Wyjazd zajął mi ponad dwie godziny. To tak jakby przez Śląsk na rowerze jechać. Nie było końca ciągle miasto i miasto. Taka gigantyczna metropolia. Jakoś dotarłem do Belgii, ale już od samego początku byłem zniechęcony po wjeździe do tego kraju miałem problemy, żeby się odnaleźć marne oznakowanie nie umiałem znaleźć właściwej drogi wiec stwierdziłem, że poszukam noclegu. Z tym też były problemy. Bardzo gęsta zabudowa i do tego praktycznie w ogolę nikt nie miał ogródka. Udało mi się za piątym razem. Znalazłem dom z bardzo małym ogórkiem. I Rozbiłem namiot pod jabłonią. U Starszego pana na podwórku.