06.08.2007 - Poniedziałek

Wystartowałem ok. 920. Od rana na niebie były chmury i miało się na deszcz. Do Reims jeszcze 45km. Zastanawiałem się przez całą drogę czy może by nie podjechać kawałek pociągiem bo jeszcze sporo do przejechania. A koniecznie musiałem wycelować na weekend (aby skorzystać z biletu weekendowego) i to na najbliższy bo musiałem wrócić do domu. Udało się dotrzeć do Reims i nawet nie zmoknąć dotarłem do słynnej katedry ale akurat w okolicy remontowali plac i wszystko dookoła było rozkopane. Do tego szare chmury na niebie jakoś nie nastawiały pozytywnie. Wszedłem do środka naprawdę niesamowite wrażenie katedra jest naprawdę ogromna i niesamowite uczucie będąc w środku. Zrobiłem kilka zdjęć i pojechałem w poszukiwaniu dworca kolejowego i w tym momencie zaczęło kropić a gdy dojechałem na dworzec zaczęło lać jak szalone.

Więc postanowiłem podjechać pociągiem wyszukałem jakieś w miarę ciekawe połączenie i podjechałem ok. 120km. Niestety na pociąg musiałem czekać około dwóch godzin. Na zewnątrz lało choby głupie więc siedziałem na dworcu i czekałem. Udało mi się naładować baterie. Pociąg był bardzo fajny niskopodłogowy (prawie jak busy na Śląsku) i do tego w każdym wagonie były specjalne miejsca na rower. Posuwał jak szalony. Dojechałem do Busigny wieś jakich mało, ale na szczęście już nie padało. Powoli robiło się już ciemnawo. Po przejechaniu kilka km. Stwierdziłem, że za jakiś czas będzie trzeba poszukać jakiegoś noclegu, ale dopiero za jakiś czas.

Dużo nie przejechałem minął mnie bus. Wyskoczył z niego jakiś facet i mi macha, że mam się zatrzymać. Za bardzo nie umiał po angielsku a ja po francusku w ogóle, ale okazało się ze mam jechać za nim i, że mogę u niego rozbić namiot. Trochę byłem zmieszany, ale pojechałem za nim. Dojechałem do domu z wielkim płotem i wielka brama niczym z Ojca Chrzestnego. Wszedłem na podwórku a tam zza domu wyskoczyły dwa wielkie psy, ale na szczęście był właściciel więc nic mi nie zrobiły. Rozbiłem namiot i zostałem zaproszony na kolacje. Uczta jakich mało. Rodzina ta była strasznie wielka. Gospodarz ciągle mówił o jakimś dzwonieniu, a ja przytakiwałem bo nie wiedziałem dokładnie o co chodzi. Po kolacji wziął telefon i dzwoni. Okazało się, że ma kolegę w Polsce i zadzwonił do niego bo był ciekaw co ja za taki gdzie jadę i w jakim celu, bo jego syn startuje w zawodach. Gospodarz miał konie, osły i kury, a ja rozbiłem namiot koło kurnika i stajni. I tak spędziłem ostatni wieczór w Francji. Spotkałem tam niesamowicie miłych ludzi i bardzo miło wspominam pobyt w tym kraju i jeśli będę miał okazje wybiorę się tam ponownie nie wiem czy na rowerze, ale jakoś na pewno. Naprawdę warto się tam wybrać.

Dystans: 66km
Czas jazdy: 4.05h
Prędkość średnia: 16.3km/h
Max speed: 45.7km/h
<--- back --->