04.08.2007 - Sobota
Od rana świeciło słońce. Dostałem kawę i jakieś słodkie bułeczki, ale co poradzić w Francji tak to już jest, że chleba nie ma tylko takie cuda. Tego dnia wystartowałem o 940. Bardzo fajnie się jechało bo nie dość, że głównie w dół i po płaskim to jeszcze z 20km było prostej drogi przez las. Wprost do Chatillom – s – Seine. Miasto małe, ale fajne przez sam środek płynęła rzeka kilka starych budynków dużo kwiatów i do tego słońce świeciło. Wreszcie udało mi się kupić coś na podobieństwo chleba i 4 bagietki. I później nie umiałem tego wpakować do sakw bo wiadomo jak to jest bagietki są długie. Jedna od razu zjadłem a resztę jakoś upchałem i ruszyłem dalej w drogę.

Cały czas kierowałem się na Troyes. Niestety trawiłem na dość główne i ruchliwe drogi. Miasto w porównaniu z wcześniejszymi zdecydowanie nie specjalne, ale nie wszystkie miasta są warte zobaczenia. Wiec te jak dla mnie przeciętne. Wyjazd z miasta poszedł dość sprawnie. Robiło się już dość późno więc trzeba szukać noclegu. Jak to zwykle za dużymi miastami bywa, same wille duże domy i miałem pewne problemy. Dopiero za trzecim razem się udało, wcześniej albo wielkie płoty, albo jakieś psy lub inne wymówki. Trafiłem na bardzo miłą rodzinę. Dom był starszej pani, ale na wakacje była u niej rodzina wnuczka umiała po angielsku. Dostałem kolacje, mogłem skorzystać z prysznica i bardzo miło spędziłem wieczór.
