03.08.2007 - Piątek

Tego dnia musiałem niesamowicie wcześnie wstać – o 6, bo niestety gospodarz o 7 wychodził do pracy i musiał zamknąć bramę. Wstałem szybko się spakowałem i ruszyłem w drogę przed 7. Nawet nie zdążyłem zjeść kaszki. Niestety nie był to najlepszy pomysł a można by rzec, że był on bardzo marny. W następnej wsi wypatrzyłem sobie jakieś ławeczki i zrobiłem sobie małą drzemkę. Po pewnym czasie nadjechała jakaś kobieta na koniu i myślała, że spędziłem na tej ławce noc, ale rozwiałem jej wątpliwości. Zjadłem kaszkę i ruszyłem w kierunku Dijon. Od rana na niebie były białe chmury świeciło słońce a niebo było niebieskie. Czyli wszystko wyglądało niesamowicie malowniczo.



Dijon - Francja

Oczywiście jak to w wielkich miastach zwykle bywa natrafiłem na pewne utrudnienia, bo trafiłem na obwodnice czy jakieś inne cudo z zakazem ruchu rowerów, ale na szczęście obok była jakaś polna droga. Jakoś mi się udało nią przejechać, ale w pewnym momencie się skończyła i musiałem pchać rower przez jakieś chaszcze. Udało się dotrzeć do miasta. Bardzo fajne miasto, było w nim dużo ciekawych budynków do tego jeszcze ta malownicza pogoda dodawała mu uroku. W centrum fontanna i jakieś dzieci biegały. Bardzo mi się tam podobało. Wyjeżdżając z miasta udałem się po zapasy żywności. W Francji można kupić jogurty w dużych ilościach naprawdę tanio. A takie duże 0,5l są drogie i się nie opłaca. Ja się połaszczyłem i kupiłem sobie 16 x 125g czyli 2kg jogurtów, ale na moje nieszczęście naturalne były najtańsze. Jak się później okazało były dość niedobre – smakowały jak maślanka a gdy pojeździły ze mną na słońcu zrobił się z nich twardy serek (trochę pojeździły bo jeszcze kilka sztuk dowiozłem do domu). Kosztowały tylko 2,2 EU, ale zdecydowanie nie polecam, to już lepiej dołożyć trochę i kupić jakieś smakowe. Wyjeżdżając nie miałem żadnych problemów z znalezieniem drogi a do tego udało mi się trafić na jakiś fajny park.



Pola, wszędzie pola

Zrobiłem sobie tam postój na jedzenie. Jakiś specyficzny park bo wszyscy tam przychodzili i jedli. Spotkałem nawet jakichś sakwiarzy. Ciąg dalszy dnia zleciał bardzo szybko, pogoda dopisywała jechało się bardzo dobrze mim, że pod górę ale nachylenie nie było duże wiec całkiem fajnie. Kolejna przerwa pod kościołem obok fontanny. Później pomyliłem drogę ale w nagrodę miałem długi zjazd. A później już tylko pod górkę przez pola. Jakoś strasznie mnie to wymęczyło, że w ogóle nie miałem już siły jechać. Nocleg na famie za pierwszym razem. Dostałem kolacje i wino i do tego jakieś smakowe jogurty. Z namiotu miałem fajny widok na zachodzące słońce i pole.

Dystans: 99km
Czas jazdy: 6.50h
Prędkość średnia: 15.2km/h
Max speed: 48.8km/h
<--- back --->