16.07.2007 - Poniedziałek
Od samego rana było słuchać jakieś głosy i szmery. Spojrzałem na zegarek, patrzę kilka minut po szóstej no i wszystko jasne. Marcin i Szymon czyli wyprawowi lekarze jednak postanowili wstać o szóstej. Ja nie miałem najmniejszego zamiaru zrywać się w środku nocy więc położyłem się i zasnąłem. Dopiero gdy ponownie się przebudziłem, było przed ósmą zdecydowałem się na wyjście z namiotu. Patrzę a medycy nadal tam byli, namiot stał. Widocznie wcale im się nie spieszyło. Na śniadanie kaszka – pierwsza tej wyprawy. Coś znakomitego. Zjadłem, spakowałem wszystkie rzeczy i byłem gotów do odjazdu, a Marcin i Szymon nadal tam byli, ale już prawie gotowi. Michał i Marcin czyli geodeci jeszcze się zbierali. Udało się lekarze byli gotowi do drogi. Zdecydowali się ruszyć nie czekając na resztę. Stwierdzili, że poczekają na nas nad jakimś jeziorem a jak nie tam to w jakieś mieścinie 50km dalej. Michał i Marcin byli gotowi do drogi jakieś 15 minut po ich starcie. I nam się udało start o 8:40. Po kilku minutach dostałem sms – a od medyków tak zawiłego, że nic z niego nie było wiadomo, a na pewno nie było wiadomo gdzie ich szukać tym bardziej, że po drodze nie było żadnego jeziorka.

Od rana, słońce i niespecjalnie niska temperatura dawała o sobie znać. Do Hradec Kralove jechaliśmy niezbyt ruchliwymi drogami wiodącymi przez różne pola, wiał lekki wiatr. Miasto całkiem ciekawe, mieliśmy problem żeby wjechać do centrum. Stare miasto znajdowało się na pagórku ulica wjazdowa była tylko z jednej strony a z pozostałych tylko schody. A wiadomo po schodach ciężko na rowerze wjechać tym bardziej z sakwami. Minęło trochę czasu zanim znaleźliśmy wjazd do centrum. Miasto całkiem fajne. Rynek a dookoła stare kolorowe kamienice i wąskie uliczki. Chwila odpoczynku na ławce i pora ruszać, bo w końcu trzeba się spotkać z medykami. Po opuszczeniu miasta kierowaliśmy się w kierunku Pragi, mieliśmy strasznego pecha bo ruch był niesamowicie wielki, auto za autem, ale co się dziwić w końcu to główna trasa.

Po krótkiej debacie i zastanowieniu postanawiamy nadłożyć kilka km i pojechać bocznymi drogami. Ruch był znikomy, a w niektórych momentach praktycznie zerowy. Problem w tym, że jadąc bocznymi drogami omijamy miejsce spotkania z medykami. Po ustaleniu trasy napisałem im sms-a, że jedziemy przez wsie i spotkamy się kawałek dalej. Po pewnym czasie dostałem odpowiedź, że w takim razie mam se jechać sam. Obrazili się na całego, bo niby już tam czekają od dłuższego czasu. Dziwne, ale pewnie nie zwiedzali Hradec, lub jechali strasznie szybko. I tak o to zakończyła się wspólna wyprawa z medykami. Zostali sami geodeci. Podczas odpoczynku w jednej z Czeskich wiosek zauważyliśmy, że straż pożarna podlewa kwiatki. Był taki upał, że nie dało się tego przepuścić wskoczyliśmy pod strażacki wąż aby się trochę ochłodzić i odświeżyć. Strażacy mieli ubaw, a nam się podobało. Do wieczora jechało się bardzo dobrze tylko upał był niesamowity a do tego cały dzień przez pola, praktycznie żadnych drzew, pola, pola i żar z nieba. Nie było wyjścia trzeba było kupić czeskie piwo. Nocleg udało się znaleźć za pierwszym razem. Ciężko stwierdzić czy to był prywatny teren czy publiczny. Jakiś facet zaprowadził nas w pobliże boiska. Do Pragi mieliśmy jakieś 40km.
Dystans: 102km