02.08.2007 - Czwartek
Tej nocy strasznie mocno wiało, ale na szczęście mnie nie porwało. Dodatkowo było mocna ulewa aż zaburzyło konstrukcje mojego namiotu mimo, że poprzedniego wieczora powbijałem wszystkie śledzie całkiem mocno. Z samego rana też padało, ale już tylko trochę. Z powodu deszczu późny start bo dopiero ok. 10:20, ale lepiej późno niż wcale. Śniadanie dopiero kilka km na polu. Postanowiłem zjeść kaszkę. Około południa zrobiła się lepsza pogoda i wyszło słońce. Jechałem głównie przez rożnego rodzaju pola. Czasem pomiędzy słonecznikami a czasem przez jakieś inne pola. Na jednym z skrzyżowań spotkałem policjanta w radiowozie a przed radiowozem wystawiony fotoradr, ale na szczęście nie mierzył mojej prędkości (tak jak to było w Norwegii). Mimo, że było słonecznie to wiało choby głupie albo i gorzej.

Około 16 dotarłem do Dole. Mimo, że dość duże to nawet ciekawe. Nie udało mi się tam znaleźć żadnego spożywczaka. Niestety miałem drobne problemy z wyjazdem z miasta, ale jakoś się na szczęście udało. Popołudniu przerwa na jedzenie, ale niestety coś trochę zaszkodziło bo nie czułem się najlepiej. Zrobiłem sobie drzemkę pod krzyżem. Nocleg udało mi się znaleźć za pierwszym razem, ale jakieś dziwne było te miejsce, wieczorem straszne hałasy krzyki i okrzyki.
