01.08.2007 - Środa
Rano czułem się już znacznie lepiej. Kawa z gospodarzem i kawa. Wystartowałem o 9:15. Od rana była świetna pogoda świeciło słońce i było ciepło. Po przejechaniu kilku km byłem w Lozannie. Całkiem ciekawe miasto, sporo starych budowli z czerwonymi dachami. Trochę pojeździłem po mieście pod jednym z kościołów spotkałem polską wycieczkę. Nic mi nie zostało tylko udać się w kierunku francuskiej granicy. Jechało się wyśmienicie bo czułem się znacznie lepiej, dodatkowo było 18C i droga praktycznie po płaskim. Do granicy z Francją miałem 62km. Przed samą granicą czekał na mnie łagodny podjazd na 1080 m.n.p.m., a w nagrodę długi zjazd do samego Pontarlier.

Dość fajne małe miasteczko. Od granicy niestety dość duży ruch a w samym mieście istna masakra. Dopiero po kilku km udało mi się odbić w miej ruchliwą drogę biegnącą do Levier. Po drodze pierwsze w Francji zakupu w Lidlu. Ceny były nieco normalniejsze niż w Szwajcarii. Po jakimś czasie jeszcze jedna przerwa pod drzewem. Wieczorem czekało mnie nie lada wyzwanie. Pierwsze szukanie noclegu w Francji. Myślałem, że nie będzie problemów, ale jednak okazało się że nie będzie tak łatwo. Musiałem wydobyć z sakwy moje Polsko - Francuskie rozmówki, bo gospodarz umiał tylko po francusku, ale za to był bardzo miły dostałem owoce i bułkę. Na szczęście już ozdrowiałem skoro udało się zrobić tyle km. z czego bardzo się cieszyłem. Nocleg udało się znaleźć za pierwszym podejściem.
