29.07.2007 - Niedziela
Jakoś tego dnia spałem wyjątkowo długo bo do 9, ale zostałem zaproszony na śniadanie i gorące mleko u gospodarzy. Jako, że była niedziela jechali pochodzić po Alpach, ja się jeszcze pakowałem a oni pojechali, patrzę a za chwile wracają. Okazało się, że czegoś zapomnieli. Dzięki temu, że zostałem zaproszony na śniadanie zaoszczędziłem trochę czasu i udało mi się ruszyć około 10. W Neu - St. Johann udało mi się trafić na mszę. Był tam wielki kościół a bardzo mało ludzi, praktycznie sami starsi ludzie. Tego dnia wiało jeszcze gorzej niż dzień wcześniej. Ale na szczęście dla mnie trasa biega po płaskim i przez niewielkie pagórki a ostatecznie w dół w kierunku jeziora Obersee. Cały czas zastanawiałem się czy jechać do Zurichu czy nie. Jechałem ścieżką rowerową wzdłuż jeziora aż dojechałem do Rapperswill.

Bardzo fajne miasto. Było tam sporo turystów. Ciekawe zabudowania i do tego kościół na górce a z placu kościelnego świetne widoki na jeziora. Udało mi się nawet trafić na polską bibliotekę. Świeciło słońce i była świetna pogoda, ale wiało. Spędziłem tam dość sporo czasu. Było już dość późno więc zanim bym zajechał do Zurichu pewnie było by już całkiem późno wiec nie miał bym czasu na zwiedzanie miasta musiałbym szukać noclegu a pewnie w tak wielkim mieście nie byłoby to łatwe wiec po prostu pojechałem w kierunku Zug, miałem pewne problemy aby znaleźć właściwa drogę, ale jakoś się udało. Lekki podjazd. Nocleg udało mi się znaleźć za pierwszym razem na jakiejś farmie. Miałem dostęp do ciepłej wody. Tego dnia mocno wiało i pod koniec dnia padało. Namiot rozbiłem koło wielkiego dźwigu.
