27.07.2007 - Piątek

Dziś 13 dzień wyprawy i do tego wypadło w piątek, bardzo ciekawe. Tego dnia wstałem wcześnie i ruszyłem bez śniadania ok. 855. Od rana upał nie do wytrzymania i do tego cały czas pod górę niby łagodny podjazd, ale mimo wszystko pod górę i do tego ten upał – masakra i do tego przez jakieś pola, gdzie w ogóle nie było drzew. Dopiero po pewnym czasie znalazłem jakiś zacieniony skrawek trawy i zrobiłem sobie przerwę na kaszkę. Przejeżdżający ludzie jakoś dziwnie się na mnie patrzyli a nawet jakiś rolnik się zainteresował i o coś tam się pytał, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Zrobiłem sobie nieco dłuższą przerwę i poleżałem trochę w cieniu, bo ogarnęła mnie słabość. Jechałem w stronę Mals i wielkiego jeziora Reschensee. Tam niby była jakaś przełęcz około 1500 m.n.p.m. całkiem możliwe, bo jechałem ciągle pod górę i tego dnia jakoś ciężko mi się jechało. Teraz kawałek zjazdu a na dole jakiś stary zamek przerobiony na knajpę.




Wioska nad Reschensee

Następnie miałem przyjemność ponownie wjechać na chwilę do Austrii. Z tym, że znów pod gorę, ale na szczęście nie za dużo. I długi ale to bardzo długi zjazd prosto na granicę z Szwajcaria. Na granicy celnik pytał się dokąd jadę i musiałem wydobyć z sakwy mój paszport i mu pokazać. Do tego nie wiem czemu, ale cały czas wydawało mi się, że Szwajcaria zaczyna się dalej i jakoś w ogóle nie widziałem tej granicy na mojej mapie. Zaskoczyło mnie to niesamowicie. W Szwajcarii cały czas jechałem w górę rzeki Inn no i znów pod górę. Tego dnia coś mam pecha do tych podjazdów i do tego ten okropny upał. Jechało się bardzo ciężko. Gdy tak jechałem wzdłuż tej rzeki w pewnym momencie mijały mnie cyrkowe auta wielkie długie z karuzelami i innymi cudami. W jakieś szwajcarskiej wsi na przystanku postanowiłem sobie zrobić nieco dłuższy postój na jedzenie, ale nie można odpoczywać w nieskończoność więc wreszcie musiałem ruszyć dalej w drogę. W Susch miałem do wyboru albo wjeżdżać na przełęcz 2383 m.n.p.m. albo przejechać po prostu tunelem kolejowym. Było już dość późno do tego jakoś niesamowicie zaczęło wiać po przeżyciach na Hochtorze i zmęczeniu i wyczerpaniu więc postanowiłem po prostu przejechać pociągiem przez tą górę. Ta przyjemność kosztowała 10 FR czyli ok. 22zl. Pociąg jechał około 30 minut a tunel miał 1904 m.




Pierwsze chwile w Szwajcarii - rzeka Inn

Po drugiej stronie góry miałem małe problemy z odnalezieniem właściwej drogi bo był kolejny tunel z zakazem ruchu dla rowerów, ale zapytałem się jakiejś kobiety i wskazała mi właściwą drogę. Nie wiem co mnie pokusiło się pojechałem ścieżką rowerową dalej była strasznie kamienista do tego jeszcze jakiś remont na niej był i w pewnym momencie była nawet zamknięta, ale pojechałem dalej na szczęście mi się udało. Bałem się, że na tych Kamolach przebiję sobie koło i zostanę w tym ciemnym lesie (słońce już zachodziło i robiło się ciemnawo). Jakoś się udało dojechać do Saas mała wioska dość gęsta zabudowa. Postanowiłem poszukać jakiegoś domu z ogródkiem. Chwilę pojeździłem i zobaczyłem, że przed domem na ławeczce siedzi jakiś staruszek. Postanowiłem zapytać czy potrafi po ang., ale szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że będzie potrafił i będę musiał męczyć się po niemiecku. Ku mojemu zaskoczeniu potrafił lepiej ode mnie. Zgodził się na rozbicie namiotu. Będąc w trakcie tej dość nudnej czynności i chwili rozmowy z nim stwierdził, że skoro mam śpiwór to mogę spać u niego w domu. Bardzo się ucieszyłem. Jeszcze bardziej się zdziwiłem gdy dał mi klucze do domu i powiedział, że mam się rozgościć i jak będę rano wyjeżdżał to je zostawić w tym samym miejscu czyli nad drzwiami na belce i poszedł do siebie do domu. Jak widać ten piątek i 13 dzień wyprawy mimo, że taki górzysty i do tego dość męczący zakończył się całkiem miło.


Dystans: 87km
Czas jazdy: 6.21h
Prędkość średnia: 14km/h
Max speed: 42.5km/h
<--- back --->