24.07.2007 - Wtorek

Ta noc była z atrakcjami. Mimo, że szybko zasnąłem to w nocy się budziłem bo za płotem dzikie dicho, po za tym spałem pod jabłonią, która w nocy co jakiś czas przeprowadzała bombardowanie na mój namiot (było to niespodziewane i głośne). Przed odjazdem dostałem kawę i o 9 ruszyłem w stronę sklepu. Po duże zapasy żywności. No i znów jakoś tak się złożyło, że trzeba było pod górę w stronę Lienz (na szczęście już nie taka wielka jak dzień wcześniej). Zdobyłem jakaś przełęcz 1200 z kawałkiem dokładnie nie pamiętam ile to było. A później jak to zwykle bywa dość długi zjazd (taki najprawdziwszy w dół a nie pod górę).



Odpoczynek na ławce przy ścieżce rowerowej

Następnie miałem przyjemność jechać wzdłuż rzeki Drawy, bardzo fajna ścieżką rowerową przez las, w kierunku słonecznej Italii, która tym razem okazała się nie być do końca taka słoneczna, im bliżej Włoch tym większe i ciemniejsze chmury na niebie. Powoli zaczynało padać. Zrobiłem sobie mały postój na stacji kolejowej i coś zjadłem ubrałem nieprzemakalny strój i ruszyłem w drogę. Było zimno i padało do tego dość mocno wiało, ale w deszczu też da się jeździć. Po jakimś czasie na chwile ustało padać, ale za chwilę nadeszła wielka straszna burza i jeszcze większa wichura. Z racji tego, że ścieżka rowerowa którą jechałem biegła przez pola wale przeciwpowodziowym stwierdziłem, że nie będę ryzykował i zatrzymam się na chwilę. Początkowo na schodach jakiegoś domu, zrobiło mi się zimno i pojechałem kawałek dalej upatrzyłem sobie fajna werandę innego domu. Widać było, że nikogo nie ma w domu bo pranie się suszyło a właściwie to suwało się po balkonie. Różnego typu kwiatki w doniczkach też się walały dookoła. Miałem dobry widok na okolice i było widać, że kawałek dalej zapalił się las. Przez resztę dnia nic ciekawego się nie działo. Przez cały dzień było na zmianę raz gorąco a raz deszczowo. Nocleg udało mi się znaleźć za pierwszym razem na wielkiej farmie przy ścieżce rowerowej. Rower zaparkowałem w stodole z sianem. Tego dnia miałem mokro w butach, ale nie ma się co dziwić po takich ulewach. Najważniejsze, że śpiwór był suchy.



Lekki deszczyk, postój na czyichś schodach

Dystans: 91km
Czas jazdy: 6.08h
Prędkość średnia: 15km/h
Max speed: 47.8km/h
<--- back --->