15.07.2007 - Niedziela

Wyprawa ruszyła o poranku w piękny letni dzień. Pierwszy pociąg z Kalet o 6:05 w którym spotkałem się z Michałem. W Kluczborku szybka przesiadka na pociąg do Wrocławia. Tam mieliśmy sporo czasu do kolejnej przesiadki. Dworzec w Wrocławiu co prawda posiada windy, ale na tyle małe, że mi z moim rowerem nie udało się zmieścić. Michał miał na tyle pecha, że się zmieścił. Gdy tylko zjechał na dół dostał mandat za jazdę rowerem po Dworcu. W Kłodzku byliśmy o 12. Do granicy było jakieś 40km. Jak się okazało już pierwszego dnia było sporo podjazdów i do tego straszliwy upał. Nie było łatwo, bo pierwsze chwile na rowerze od dłuższego czasu a tu już w górę, ale udało się dotrzeć do granicy. Ku mojemu zdziwieniu zaraz po przejechaniu granicy w Czechach pojawiło się masę rowerzystów. Nadjeżdżali z każdej możliwej strony. Po przejechaniu kilku km pora poczekać na resztę uczestników wyprawy. Znaleźliśmy doskonałą polanę. Ja w tym czasie cieniu uciąłem sobie drzemkę a Michał czuwał przy drodze.



Nasze rowery w pociągu osobowym z Wrocławia do Kłodzka

Po około trzech godzinach nie zauważyli Michała i pojechali dalej. Trzeba było szybko wstawać i jechać za nimi. Wspólnie przejechaliśmy kilka km. Reszta uczestników wyprawy jeździło znacznie szybciej niż ja. Michał i Marcin, mieli tylko dwie tylna sakwy i nie za dużo rzeczy – tylko na cztery dni, więc nie ma się co dziwić. Tylko ja i Marcin mieliśmy po cztery sakwy. Tego dnia był całkiem ładny zachód słońca. Nastała pora poszukiwania noclegu. Marcin umie po czesku więc to on szukał. W pierwszym domu skierowali nas do innej rodziny, która mą dużą łąkę za domem i na pewno się zgodzi. No i tak było, zgodzili się. Pierwszy nocleg na ogrodzonej łące pod lasem. Co mnie bardzo zdziwiło Marcin, Marcin i Szymon włożyli rowery do namiotu. Do teraz nie umie się nadziwić po co?



Rower Marcina w namiocie

Wieczorem nie umieliśmy dojść do porozumienia. Marcin i Szymon koniecznie chcieli następnego dnia wstawać o szóstej. Żeby rano jechać a w południe jak będzie upał gdzieś pospać. A znów nasza trójka była zdecydowanym przeciwnikiem tego pomysłu. Skończyło się na tym, że po prostu poszliśmy spać bez żadnych konkretnych ustaleń co do pory pobudki.



Dystans: 73km
Czas jazdy: 4.22h
Prędkość średnia: 17.3km/h
Max speed: 56.7km/h
back --->